Turystyczna drużyna „Kujawiak” nie czekając do lata na początku grudnia wyruszyła na szlak. Tym razem na cel wędrówki nie wybrała sobie południa Polski, lecz miasto tuż za miedzą, w którym 19 lutego 1473 r. urodził się Mikołaj Kopernik. Przed siedzibą toruńskiego PTTK przy Fosie Staromiejskiej na dziesięciu „kujawiaków” w wieku od 4 do ....?:-) lat, czekała przesympatyczna przewodnik Grażyna Myszkowska. Punktualnie o 10:00 razem z nią wyruszyliśmy w naszą wędrówkę po mieście. W czasie dwugodzinnej wyprawy poznaliśmy najpiękniejsze zakątki Torunia i wysłuchaliśmy pełnych humoru legend i historii o mieście. Jedna szczególnie nam utkwiła w pamięci, ta związana ze spełnieniem marzeń, tych szczęśliwców, którym udało się wytrzymać pod Krzywą Wieżą ze stopami dostawionymi do ściany i wyprostowanymi rękoma przez 5 sekund. Kilku z nas też próbowało i chociaż nikomu się to nie udało zabawy mieliśmy przy tym co niemiara.
Podziwialiśmy przepiękne spichrze z XIV-XVIII wieku i kamienice mieszczańskie z XIV-XVI w. przy ulicach Łaziennej, Małe Garbary, Szczytnej i Żeglarskiej, Dom Kopernika i Dom Eskenów. Oczu nie mogliśmy oderwać od Ratusza i Dworu Artusa, a pod Pomnikiem Mikołaja Kopernika spotkaliśmy, znanego nam osobiście, cyklistę w meloniku i fraku, który zrobił wrażenie nie tylko na dzieciach. Każdy chciał mieć z nim pamiątkowe zdjęcie i my też. Kiedy pożegnaliśmy się z naszą przesympatyczną panią przewodnik głód zaprowadził nas na ul. Rabiańską do Czarnej Oberży.
Atmosfera była cudowna. Humor nas nie opuszczał, a dobre jedzenie jeszcze bardziej nas rozweseliło. W takim nastroju wszyscy, włącznie z naszym znajomym cyklistą, pomalutku, spacerkiem, nieco „leniwym” krokiem udaliśmy się do Planetarium na seans pt. „Gwiazda Betlejemska”. Przedświąteczny zimowy nastrój udzielił się wszystkim. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz byliśmy rozczarowani brakiem śniegu. Najzwyczajniej w świecie zatęskniliśmy za zimą. Jednak humor opuścił nas tylko na chwilkę, bowiem gdy dotarliśmy do VINPOL-u szybko do nas powrócił. Zabawnie wyglądaliśmy w białych fartuchach i czapeczkach na głowach, w które zostaliśmy przebrani, za nim wpuszczono nas do krainy „Bachusa”.

Warto było się przebrać w „ufoludka”, by zgłębić tajemnice „Nalewki Babuni”. W szampańskim nastroju – po małej degustacji – wróciliśmy do Bydgoszczy, po drodze umawiając się już na następną wyprawę za „miedzę”, a może trochę dalej...:-)
„Kujawianka”